| Start | Regulamin | Porady | Nasze Adopcje | Historie | Dokumenty | Plakaty | Bannery | Grupa Adopcyjna |

.

Archiwum notatek zdjętych z rubryki "Z ostatniej chwili"

(data rozpoczęcia archiwizacji 21 listopad 2005 r.)


1 sierpnia 2007 r.

Tragiczna śmierć porzuconego króliczka

Stowarzyszenie Pomocy Królikom przeprowadziło kolejną interwencję ratowania wyrzuconego na ścieżkę leśną królika. Niestety mimo poświęcenia inspektorów ze Stowarzyszenia nie udało się go uratować. Apelujemy do wszystkich: zwierzęta to żywe, czujące istoty! Jeżeli nie chcesz dalej zajmować się zwierzątkiem, Twoim moralnym obowiązkiem jest znalezienie mu nowego dobrego domu! Każdy może zwrócić się do nas z prośbą o pomoc w szukaniu króliczkowi nowego opiekuna.

>>> Relacja z interwencji <<<


22 lipca 2007 r.

20 lipca - w nocy z czwartku na piątek, do krakowskiego schroniska został podrzucony króliczek - szukamy dla niego dobrego domu

Króliczek to niekastrowany, długowłosy, biały samczyk, raczej młody - jednak bardzo wyniszczony i wychudzony. Maluch jest chory - ma wadę zgryzu, ropnia na policzku i podejrzenie pasterelozy. Gdy polepszy się jego ogólny stan czeka go zabieg usunięcia ropnia i być może kastracja. Na razie jest leczony antybiotykami i dostaje środki przeciwbólowe.

Na szczęście królasek bardzo chce żyć i ma ogromną wolę walki. Zjadł gerberki, próbuje też innego jedzonka. Pojawiły się bobki. Jak stan króliczka się poprawi, maluch zostanie prześwietlony, usunięty zostanie ropień, można będzie też go kastrować. W azylu panuje zasada, że jeśli ktoś zaadoptuje chorego zwierzaka to azyl zapewnia bezpłatna opiekę weterynaryjną, aż do całkowitego wyleczenia.

Może znajdzie się ktoś kto mógłby mu zapewnić dobry, kochający dom (w Krakowie lub bliskiej okolicy) - jakiego pewnie nigdy nie miał?? Wszelkich informacji na temat króliczka udziela brrunia - Jola Wojtycza tel. 668 155 117 i mail: brrunia@o2.pl


17 luty 2007 r.

BŁĘKITNY KRÓLIK ZNALEZIONY NA ŚMIETNIKU, o którym poniższa historia - został przewieziony do swojego nowego domu :-)

9 lutego otrzymaliśmy zgłoszenie od inspektorki Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami - Diany Malinowskiej - że w okolicach ul.Bellottiego został znaleziony na śmietniku królik zamknięty w klatce.

Tego dnia było bardzo zimno, jednak królik miał wielkie szczęście. Znalazła go kobieta, która wiedziała jak w takim przypadku postąpić - najpierw poszła do lecznicy na ul. Bellottiego - okazało się tam, że takowy królik nie był poddawany wcześniej leczeniu. Potem powiadomiła Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami.

Inspektorka TOZu powiadomiła następnie Stowarzyszenie Pomocy Królikom i w wyniku szybkiej interwencji, zawieźliśmy go do szpitala dla zwierząt OAZA na ul. Potocką, gdzie przebywa obecnie.

Po badaniu okazało się, że królik był bardzo zaniedbany, brudny, z odparzoną nóżką oraz zapaleniem pęcherza moczowego...


Stowarzyszenie Pomocy Królikom przypomina, że porzucanie żywego zwierzęcia, tym bardziej na śmietniku i w środku zimy, jest przestępstwem na mocy Art.6 punkt 1 oraz punkt 2 podpunkt 11 Ustawy o Ochronie Zwierząt z 21 sierpnia 1997r.

Niech dobrze zapamietają sobie to osoby, które w taki sposób się zachowują! Kara za ten czyn regulowana jest przez Art.35 punkt 1 i 2 powyższej ustawy - grzywna, ograniczenie wolności lub pozbawienie wolności nawet do lat 2.

W chwili obecnej królik jest jeszcze w trakcie leczenia, przebywa w lecznicowym szpitalu i oczekuje na adopcję (są już pierwsze zgłoszenia osób chętnych zaofiarować królikowi spokojny dom i prawidłową opiekę). Koordynatorem adopcyjnym Błękitnego jest Jacek Adaszewski - tel. 0-502 758 070, truchcik@op.pl


W ramach wsparcia Stowarzyszenia w utrzymaniu i pokryciu kosztów hospitalizacji, badań oraz opieki weterynaryjnej w okresie do momentu przekazania króliczka w dobre ręce, wszystkich gotowych zaofiarować swą pomoc prosimy o wpłaty na konto stowarzyszenia z dopiskiem "Błękitny"

>>> WIĘCEJ ZDJĘĆ BŁĘKITNEGO <<<


01 luty 2007 r.

JAK WIELE JESZCZE CZEKA NAS TAKICH HISTORII? BEZMYŚLNOŚĆ CZY OBOJĘTNOŚĆ KIERUJE CZŁOWIEKIEM, KTÓRY NIE REAGUJE NA CIERPIENIE ZWIERZĘCIA WE WŁASNYM DOMU?

Przeczytajcie tą relację osoby z naszej Grupy Adopcyjnej:

"Króliczka rasy baran postanowiono oddać, ponieważ lekarz poinformował przyszłych rodziców, że posiadanie zwierzęcia w okresie ciąży może spowodować jej zagrożenie...

Dostałam maila z informacją, że mam znaleźć królikowi nowy dom lub ewentualnie przechowalnię, jeśli nie uda mi się owe zadanie, królik będzie uśpiony.

Pojechałam po królika do właścicieli. Wzięłam go z całym wyposażeniem oraz sporą wyprawką - siano, Megan, ściółka. Nie zauważyłam jednak, że królik jest chory. Wprawdzie Tomek widział u Grubaski brzydką sierść, ale nie wpatrywaliśmy się w nią tak dokładnie. Po chwili zauważyłam olbrzymie pazury u królika, niektóre były połamane, potem zagrzybione uszy. Stwierdziliśmy, że w takim stanie nie możemy oddać zwierzęcia do adopcji, mimo że właśnie jechaliśmy do przyszłej właścicielki. Zamiast do niej, musieliśmy pojechać do weterynarza.

Oczywiście królica ma grzybicę. Lekarz stwierdził, że królik jest ogólnie zaniedbany: bardzo długie pazury, chorobę skóry i otyłość. Poinformował nas także o tym, że właściciel takiego zwierzęcia może zarazić się na grzybicę. W tym momencie juz nie było mowy o adopcji. Zadzwoniłam do pani, która miała zajmować się Grubaską, że nie mogę oddać króla z powodu zaawansowanej grzybicy. Zadzwoniliśmy również do byłego właściciela, który powiedział, że był u weterynarza, ten podobno dał zastrzyk i powiedział, że choroba ustąpi.

Sytuacja zakończyła się tym, że - przed nami długie leczenie grzybicy u króliczki. Samiczka jest u nas, ma dużą klatkę i cały czas domaga się jedzenia. Już po kąpieli w szamponie jodowym i popryskaniu immawerolem skóra nie była tak zaogniona. Myślę, że królik jest zadowolony. Miejmy nadzieję, że wszystko dobrze się skończy."


... pewnie każdemu czytelnikowi nasuwa się szereg pytań, a oburzenie jest dominującym w tej chwili uczuciem :-(

PAMIETAJCIE: ZWIERZĘ TO ŻYWE STWORZENIE! CZUJE, CIERPI, MYŚLI - NA SPOSÓB, ADEKWATNY DO SWOJEGO GATUNKU. JEŚLI DECYDUJECIE SIĘ NA PRZYGARNIĘCIE GO POD DACH SWOJEGO DOMU MUSICIE LICZYĆ SIĘ Z TYM, ŻE ONO BĘDZIE WYMAGAŁO UWAGI, OPIEKI I POŚWIĘCENIA Z WASZEJ STRONY. PRZEMYŚLCIE TO WCZEŚNIEJ!


22 stycznia 2007 r.

10 stycznia 2007 r. - szczęśliwy dzień dla króliczka Rysia :-) Przeczytajcie notatkę z adopcji:

>>> NASZE ADOPCJE <<<







11 grudnia 2006 r.

Dnia 6 grudnia 2006 r. do nowego domku pojechał Gagatek - młodziutki baranek, który dzięki dobremu sercu Justyny z Krakowa został wykupiony ze sklepu zoologicznego gdzie przebywał w maleńkim akwarium. Króliczkowi życzymy dużo miłosci w nowym domku.







SPK PONOSI DUŻE WYDATKI ZWIĄZANE Z LECZENIEM KRÓLIKÓW

W ostatnim czasie mieliśmy trzy interwencje, w wyniku których trafiły do nas chore zwierzęta. Obecnie leczymy Szczęściarza z powodu świerzbowca (choroba była zaawansowana: wymagał kilkakrotnego czyszczenia zaatakowanego ucha i podawania leków).

Konsultacji wymagała też Farciarka (do lecznicy trafiła z zatorem, królik został wzięty z mieszkania, w którym był od kilku dni sam i oprócz makaronu dla psa i kapusty nie miał nic innego do jedzenia).

Teraz pod nasza opiekę została jeszcze oddana króliczka Lala z ropniami około-zębowymi...

W związku z tym zwracamy się do Państwa z prośbą o dofinansowanie. Na leczenie tych królików potrzebne będzie jeszcze sporo pieniędzy, jednak jeśli My im nie pomożemy, nikt tego nie zrobi.



7 października 2006 r.

SERDECZNE PODZIĘKOWANIA DLA MRU, ZA POMOC W AKTUALIZACJI STRONY ADOPCYJNEJ - na łamach komunikatów "Z ostatniej chwili" pozwala sobie zamieścić niejaki "ziabak" ;-)

Po dwumiesięcznej przerwie w pracach nad stroną powracam - Monika Adaszewska.

Wszystkie osoby śledzące losy garażowego króliczka Bzika zapraszam do tematu królik w garażu na stowarzyszeniowym Forum dyskusyjnym, gdzie zamieszczam aktualne notki z postępów w leczeniu króliczka - bo jeszcze ono cały czas trwa...


26 czerwca 2006 r.

Dziś w rubryce potrzebujących pomocy gości na króliczej stronie kot. Przeczytajcie jego historię:


O kocie, który próbował latać...

We wtorek późnym wieczorem naprzeciwko mojego okna wylądował kot. Niestety nie było to miękkie lądowanie... zwierzak spadł z dziewiątego piętra na bardzo twarde podłoże. Kiedy moja mama pobiegła szukać właściciela ja próbowałam uspokoić przerażonego i przeraźliwie miauczącego kociaka. Sprawa wyglądała poważnie - ciężki oddech, duszności. Właścicielka, która przybyła na miejsce nie chciała jechać ze mną do lecznicy. Taksówkarz gnał jak szalony, a ja modliłam się, żeby nie było za późno na pomoc.

Lekarz skontaktował się z właścicielką, przedstawił jej sytuację i oszacował wstępny koszt leczenia na kilkaset złotych. Kobieta zrezygnowała z ratowania kociaka. Zdecydowałam się pokryć koszty leczenia i adoptować kota.

Kot dostał zastrzyki przeciwwstrząsowe, niestety rtg wykazał odmę. Trzeba było szybko ściągnąć powietrze z płuc - udało się - zwierzak zaczął oddychać z wyraźną ulgą. Dalsze oględziny nie wyglądały dobrze: co najmniej dwie kończyny są w kilku miejscach złamane. Złamania są otwarte. Lekarz oczyszcza rany. Pozostało nam tylko czekać czy zwierzę przeżyje.

W tej chwili szanse na przeżycie są bardzo duże. Jednak kot musi przejść skomplikowaną operację złamanych kończyn. Koszt samej operacji jest bardzo wysoki aż 1900 złotych. Nie przeprowadzenie operacji oznacza konieczność uśpienia.

Zdecydowałam się ratować kociaka - w końcu spadł mi z nieba...

Jest to dla mnie bardzo duża suma i samej trudno mi będzie ją zebrać. Jeżeli ktoś z Was lub Waszych znajomych chciałby pomóc to będę bardzo wdzięczna za każdą złotówkę. Pieniądze można wpłacać na moje konto:

Magdalena Mentrak, Łukowska 46/63, 04-133 Warszawa; nr konta: 93 1140 2004 0000 3202 3077 0030

Można też zostawić pieniądze w Lecznicy OAZA na ul. Bellotiego 1/8. To zaprzyjaźniona lecznica, która pomaga mi w zebraniu funduszy na leczenie. W takim przypadku proszę zaznaczyć, że chodzi o leczenie rudego kotka i podać moje nazwisko.

Załączam zdjęcia kotka i opis jego stanu w momencie przyjęcia do lecznicy.

Z góry dziękujemy za pomoc. Pozdrawiam serdecznie, Magda


23 maj 2006 r.

Niestety sprawa choroby Bzika powraca :(

W minioną sobotę królik zaczał kichać, w niedzielę już był widoczny wysięk z lewej dziurki nosa - była wizyta w lecznicy, ale nie zastaliśmy lek. Izy Grudzińskiej, która go prowadzi od początku, więc tak naprawdę nic Bzik wtedy ani nie dostał ani nie było konkretnego badania.

Wczoraj Bzik pojechał z powrotem do lecznicy - został na badanie do dziś. Sytuacja wygląda tak, że prawdopodobnie z zębami po lewej stronie może dziać się podobna historia co po tej leczonej. Na razie Bzik dostał antybiotyk do podleczenia tego kataru, bo wysięk jest biały co wskazuje na stan zapalny i po tygodniu ma przyjść na kontrol. Dostał też skierowanie na kontrolny rentgen, aby bez upewnienia się nie wyrywać mu zębów po drugiej stronie.

Leczenie więc się nie zakończyło :-( i wygląda to nieciekawie... (szczególnie, że nie dam rady w obecnej sytuacji finansować dalszego ciągu leczenia - ziabak). Potrzebne jest znów wsparcie...

Po raz drugi więc zwracamy się z prośbą o wsparcie finansowe na kontynuację leczenia Bzika. Każda, wpłata na nasze konto, opatrzona dopiskiem "królik z garażu" przeznaczona zostanie na ten cel.


09 maj 2006 r.

Trwające od 23 lutego leczenie Bzika - króliczka, który był do momentu odebrania przez przedstawicieli Stowarzyszenia Pomocy Królikom, trzymany w garażu jednego z warszawskich budynków - zostało pomyślnie zakończone :-) Ostatnia wizyta kontrolna stanu zębów i miejsc po leczonych ropniach wykazała, że wszystko już ładnie się zagoiło, nie ma śladów ropy a pozostałe zęby są stabilne i nic nie wskazuje na to, by powstawały nowe ropnie. Dzieki Waszemu wsparciu i fachowej opiece lekarzy weterynarii z warszawskiej lecznicy OAZA Bzik jest zdrowy.

Serdecznie dziękujemy wszystkim zaangażowanym w organizowanie pomocy dla Bzika, no i oczywiście lekarzom z lecznicy OAZA, a w szczególności lek. wet. Izabeli Grudzińskiej, która zajmowała się Bzikiem od samego początku. Wielkie brawa za fachową opiekę lekarską na bardzo wysokim poziomie!

Podczas ostatniej, sobotniej kontroli z użyciem środka usypiajacego Bzik miał jeszcze raz płukane kanaliki łzowe. Kilka dni przed planowaną wizytą dało się zauważyć niewielkie łzawienie lewego oczka. Okazało się, że kanalik był ponownie "zabrudzony" i podczas płukania dużo tych zanieczyszczeń wypłynęło wraz z płynem. Przez tydzień, zgodnie z zaleceniami lekarki, Bzik będzie miał wpuszczane do oka kropelki z antybiotykiem, a po 2 tygodniach planowana jest wizyta kontrolna.

... a na koniec tego wpisu taka oto informacja: Bzik zostaje u mnie (ziabak ;-)) na stałe. Nie miałabym sumienia go oddać po tych kilku miesiącach spędzonych razem...


18 kwietnia 2006 r.

Od dziś wprowadzamy stopniowo zmiany w prezentacji króliczków adopcyjnych. Pierwsze trzy ogłoszenia w nowej formie są już zamieszczone po prawej stronie. Informacje o danych króliczkach będą sprowadzone do jednolitej formy, jaką prezentujemy na poszczególnych podstronach. Wypunktowanie danych pozwoli nam na przejrzystą prezentację i wyeliminuje - mamy nadzieję - nieścisłości, jakie w niektórych przypadkach pojawiały się w rozbudowanej treści ogłoszeń. Trzy pierwsze ogłoszenia nie zawierają jeszcze zdjęć królików, ale będą one uzupełnione w miarę napływania materiału i wtedy dopiero podstrony króliczków będą kompletne.

Kolejnym krokiem w zmianach na Stronie Adopcyjnej będzie nowy sposób publikowania formularza adopcyjnego przeznaczonego dla osób chętnych adoptować danego królika. Dotychczas dokument miał format .doc i należało go pobrać ze strony, wypełnić a następnie przesłać do pośrednika drogą mailową. W chwili obecnej trwają prace nad opracowaniem formularza interaktywnego, który dostępny będzie po "kliknięciu" w miniaturowe zdjęcie przy ogłoszeniu danego królika. Swoją formą przypominał będzie formularze ankiet na stronach internetowych - otworzy się okno w przeglądarce internetowej, którego zawartość w prosty sposób pozwoli wypełnić i przekazać pośrednikowi potrzebne informacje.


27 marca 2006 r.

Od piątku 24 marca trwa akcja związana z 6-cioma króliczkami... z garażu. Tak, tak - to nie pomyłka - otrzymaliśmy list z prośbą o pomoc w opiece nad królikami, których właściciel zginął tragicznie. Rodzina zmarłego nie była w stanie zajmować się zwierzętami i postanowiła nam je przekazać.

Jak się okazało na miejscu, w nieogrzewanym, ciemnym garażu znajdowało się 6 królików w klatkach. Były przeznaczone na handel na pobliskim bazarze... Zwierzęta jeszcze tego samego zostały przewiezione przez jedną z wolontariuszek do 2 stowarzyszeniowych przechowalni. Były bardzo przestraszone, prawdopodobnie nie były w ogóle oswajane z człowiekiem.

Obecnie wszystkie króliki są już po ogólnych badaniach weterynaryjnych. Cała szóstka poszukiwać będzie domów jak tylko ich stan się ustabilizuje. Do tego momentu przebywać będą pod opieką wolontariuszek stowarzyszenia.

Utrzymanie takiej szóstki królików oraz zapewnienie im opieki weterynaryjnej jest nielada obciążeniem dla stowarzyszenia, dlatego - jak w każdej tak poważnej stytuacji -
zwracamy się z prośbą o wsparcie finansowe. Każda, wpłata na nasze konto, opatrzona dopiskiem "6 królików" przeznaczona zostanie na opiekę dla "garażowej szóstki".

>>> Zdjęcia "garażowej szóstki" <<<


luty / maj 2006 r.

W czwartek, 16 lutego, wiele godzin na badaniach spędził króliczek, którego losy opisywane już były poniżej (pod datą 24 stycznia 2006 r.). Ich wyniki mocno nas przestraszyły... króliczek ma dwa ropnie, zlokalizowane po jednej stronie głowy, nad korzeniami zębów górnych i pod dolnymi, w żuchwie. Rentgen wykazał, iż zwierzak może być poddany leczeniu - konieczna będzie operacja, polegająca na usunieciu zębów znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie ropni. Kontynuacja leczenia wymagała będzie kilku (od 4 do 8) zabiegów oczyszczających miejsca po ropniach.

W tej historii najgorsze jest to, że ten króliczek przez całe swoje życie mieszkał w ciemnym garażu, odwiedzany tylko na karmienie... Ma 8 miesięcy i nie zaznał niestety domowego ciepła, dopóki nie został zabrany do stowarzyszeniowej przechowalni... Teraz, jak już pojawiła się odrobina nadziei, na znalezienie mu prawdziwego domu - okazuje się być tak bardzo chorym zwierzakiem :-(

Bardzo nam zależy na wyleczeniu króliczka, dlatego zwracamy się z prośbą o wsparcie finansowe. Koszty zabiegu, leczenia i późniejszej rehabilitacji będą wysokie... Każda, wpłata na nasze konto, opatrzona dopiskiem "królik z garażu" przeznaczona zostanie na jego leczenie.

O postępach leczenia będziemy informować na bieżąco. Obecnie możemy przekazać informację, że termin operacji został ustalony na czwartek, 23 lutego. Wykonania operacji podjęły się lekarki z warszawskiej lecznicy OAZA.

>>> Leczenie i zdjęcia Bzika <<<


24 marca 2006 r.

W sobotę, 18 marca otrzymaliśmy zgłoszenie osoby chcącej pilnie oddać swoją królicę. Na miejsce pojechaliśmy jeszcze tego samego dnia i po wypełnieniu formalności zajęliśmy się zwierzakiem. Okazało się bowiem, że króliczka (o imieniu Lucynka) ma wyraźną nadwagę i poprzez to zaniedbuje swoją higienę osobistą. Otyłość nie pozwala jej zgiąć się, by oczyścić okolice odbytu, co doprowadza w szybkim tempie do tak intensywnego zalegania poprzyklejanych do sierści "cekotrofów", że dochodzi do odparzeń skóry. O dyskomforcie królika z takim "balastem" przy ogonie nie ma potrzeby chyba dużo pisać...

Zaraz po wyjściu od byłej opiekunki królicy udaliśmy się do lecznicy weterynaryjnej "A-vet", gdzie Lucynka została oczyszczona z zalegającego kału i zbadana. Na szczęście stan skóry nie był jeszcze tak krytyczny jak mogło się zdarzyć, gdyby dłużej zwlekano z pomocą królikowi.

W chwili obecnej króliczka przebywa w jednej z naszych przechowalni pod opieką wolontariuszki. Okolice odbytu są co dzień przemywane a miejsca odparzeń smarowane maścią z antybiotykiem. Zgodnie z zaleceniami lekarki weterynarii Lucynka jest na diecie odchudzającej, której główną zasadą jest ograniczenie podawanego granulatu do minimum i dużo, dużo ruchu.

Lucynka szuka oczywiście nowego domu i troskliwego opiekuna, który konsekwentnie pomoże jej wrócić do prawidłowej wagi. Ogłoszenie i zdjęcia króliczki znajdziecie już na stronie.


UWAGA: Trwa akcja związana z sześcioma króliczkami, których opiekunka w obliczu tragedii rodzinnej zdecydowała się zgłosić do Stowarzyszenia z prośbą o pomoc. Konkretne informacje na ten temat będą zamieszczone niebawem.



17 marca 2006 r.

W środę 15 marca Bzik był na kolejnej serii zabiegów. Miał oczyszczony ropień - niestety jeszcze się ropa zebrała :-(, poza tym przepłukane kanaliki łzowe no i został wykastrowany. Wyraźną nadpobudliwość króliczka dostrzegły również lekarki i uznały, że jego stan zdrowia oraz ogólna kondycja pozwalają na przeprowadzenie zabiegu kastracji podczas jednego podania narkozy do oczyszczania ropnia. Bzik od wczoraj wieczór jest już z powrotem w przechowalni. Czuje się dobrze, nie sprawia wrażenia obolałego - bardzo ładnie je, jak przed zabiegami, załatwia się również bez zastrzeżeń.

Króliczek nadal przyjmuje zastrzyki z antybiotyku, ale częstotliwość ich podawania uległa zmianie i od ponad tygodnia jeździmy na iniekcje co drugi dzień. Kolejna wizyta w lecznicy przewidziana jest na 27 marca. >>> Leczenie i zdjęcia Bzika <<<


06 marca 2006 r.

Bzik (nasz garażowy króliczek) czuje się dobrze, jest bardzo żywy i wesoły. Cały czas przyjmuje antybiotyk w postaci zastrzyków. Nie ma kłopotów z jedzeniem nawet twardych pokarmów - ze smakiem pałaszuje niemoczony już granulat, jedynie siano chyba sprawia mu kłopot, ponieważ to pokarm wymagający znacznie intensywniejszego "siekania" przez królicze zęby. Próbuje je podjadać w niewielkich ilościach.

W środę 8 marca odwozimy Bzika do lecznicy na kolejny zabieg. W trakcie badania okaże się, czy będzie konieczność usuniecia jeszcze jednego zęba (jest takie prawdopodobieństwo). Tego dnia również panie lekarki oszacują, czy będzie można jednocześnie poddać królika zabiegowi kastracji. Po zabiegu i okresie obserwacji w lecznicowym szpitalu Bzik znów trafi do przechowalni.

Bardzo chcielibyśmy, aby po skończonym leczeniu Bzik trafił do domu, gdzie opiekunowie będą w stanie zapewnić mu wydzieloną część pokoju (mieszkania) bez zamykania w klatce. Ten króliczek jest bardzo kontaktowy, szybko się asymiluje i towarzyszy ludziom gdy tylko są w jego pobliżu. Będąc w przechowalni tylko pierwszy dzień przebywał w zamkniętej klatce...


01 marca 2006 r.

Króliczek z garażu jest już po operacji. Usunięcie zębów zniósł dobrze. Od 25 lutego mały Bzik (bo tak został nazwany) był w jednej z naszych przechowalni. Wczoraj, 28 lutego został przewieziony do lecznicy OAZA na drugi z kolei zabieg. Więcej o tym jak wygląda ogólna kondycja króliczka na podstronie >>> Leczenie Bzika <<<

Serdecznie dziękujemy wszystkim którzy przyczynili się do możliwości przeprowadzenia zabiegu i leczenia "króliczka z garażu" :-)





08 lutego 2006 r.

Czarna króliczka, której losy opisywaliśmy na Stronie Adopcyjnej, ma już docelowy dom i przyjaciela, o imieniu Desperado :-) Na zdjęciu obok właśnie oni, razem, na wizycie w lecznicy OAZA.










24 stycznia 2006 r.

12 stycznia, po sygnale jaki otrzymaliśmy od jednej z mieszkanek warszawskiego budynku wielorodzinnego, konieczna była nasza interwencja. W garażu podziemnym budynku, na miejscu postojowym, przetrzymywany był królik w klatce. Jego "opiekun" okazał się nie być Polakiem ani właścicielem zwierzęcia - "opiekował" się nim w czasie nieobecności właściciela, który - jak wyniknęło z późniejszych ustaleń - również królika trzymał w garażu...

W chwili obecnej królik znajduje się w naszej przechowalni, oczekuje dopełnienia formalności przekazania go stowarzyszeniu, by można było znaleźć mu prawdziwy dom.

Od dziś, z linku poniżej rubryki "Z ostatniej chwili", można będzie cofnąć się do archiwizowanych notatek tutaj zamieszczanych od 21 listopada 2005 r. Każda notatka zdjęta ze strony głównej trafi właśnie tam.


16 stycznia 2006 r.

Czarna króliczka (zwana Mambą) nadal przebywa w lecznicy OAZA, jednak jej stan zdrowia wyraźnie uległ już poprawie. Wyniki badań histopatologicznych wycinka macicy nie wykazały nowotwora. W tej chwili jedyny problem zdrowotny króliczki to ostre zapalenie pęcherza moczowego, którego leczenie jest nadal kontynuowane z wyraźnie pozytywnymi rezultatami :-) Czarna wygląda bardzo dobrze, jest spokojna i wg oznajmień lekarek - ma już zapewniony stały dom. Po wyjściu z lecznicowego szpitala trafi więc już "do siebie" - niestety z królikiem Maxem nie udało jej się zaprzyjaźnić.

Królik Lucek uratowany i przechowywany do tej pory w Lecznicy "Psi Los" (poniżej można jeszcze przeczytać o jego perypetiach) znalazł już nowy dom. 13 stycznia opuścił szpital i swoich wybawców z Pogotowia Ratunkowego dla Zwierząt.


10 grudnia 2005 r.

Pogotowie Ratunkowe dla Zwierząt uzyskało informację, że mieszkanka budynku przy al. Wyzwolenia 14 w Warszawie, znalazła przywiązanego sznurkiem do drzewa królika (samca). Zwierzak nie wymagał interwencji medycznej, jednak z przyczyn humanitarnych na miejsce wysłano karetkę ratunkową.

Aktualnie królik przebywa w szpitalu lecznicy Psi Los. Ma już nawet swoje nowe imię - Lucek. Poszukujemy Opiekuna dla tego sympatycznego zwierzaka. (UWAGA: Lucek ma już nowy dom)

>>> Zobacz zdjęcia <<<


05 grudnia 2005 r.

We wtorek 29 grudnia Czarna króliczka miała przeprowadzony zabieg sterylizacji. Ponieważ lekarzy zaniepokoił stan macicy i zmiany w okolicy jajnika, zostały wysłane do badania próbki tkanki (do Olsztyna - gdzie pracuje doskonały patolog) i teraz oczekujemy jeszcze na wyniki, które zapewne będą za około 2 tygodnie. Króliczka czuje się coraz lepiej i choć poprzedni właściciel bardzo ją zaniedbał, wygląda na to, że w porę otrzymała fachową pomoc i wszystko będzie dobrze :-). Obecnie króliczka jest już - być może - w swoim docelowym, nowym domu. Jeśli korzystnie zakończy się proces zaprzyjaźniania jej z równie czarnym kolegą Maksiem, to kłopoty Mamby (bo tak została nazwana przez jedną z wolontariuszek stowarzyszenia) już zakończone.

Na podstronie Czarnej z lecznicy (link: >>> Zobacz zdjęcia <<<) znajdziecie dwa zdjęcia, przedstawiające Mambę po zabiegu i odwiedzającego ją Maksia, który przyjechał na płukanie kanalików do lecznicy. Bardzo do siebie pasują. Trzymamy wszyscy kciuki, by zaprzyjaźniły się szybciutko i mieszkały razem.


29 listopad 2005 r.

Wczoraj Czarna miała przeprowadzone badanie moczu. Wynik był zły i dodatkowo miała pobieraną krew aby sprawdzić, czy nerki nie są uszkodzone. Wyniki badania krwi na szczęście wyszły dobre :-) Mała dostaje antybiotyk, codziennie ma robione kroplówki i dostaje leki moczopędne, a pupcia wygląda już całkiem nieźle. Być może trzeba będzie dokonać tam drobnej plastyki skóry, aby nie powracały stany zapalne, ale to okaże się już przed samym zabiegiem sterylizacji, który prawdopodobnie odbędzie się dziś lub jutro (środa, 30 listopada).


28 listopad 2005 r.

W czwartek 24 listopada czarna królica, o której mowa w powyższym apelu, została przewieziona przez osobę z Grupy Adopcyjnej Stowarzyszenia Pomocy Królikom do lecznicy OAZA. Tam, pod opieką lekarzy specjalizujących się z leczeniu królików, będzie hospitalizowana przez najbliżesze dni. Królica ma mocno odparzone okolice odbytu (co widać na jednym ze zdjęć zamieszczonych na podstronie ogłoszeniowej "Czarnej z lecznicy") i ma stwierdzoną infekcję dróg rodnych, jednak nie jest to jeszcze na 100% rozpoznane jako ropomacicze. Lekarze po wstępnych badaniach podejrzewają, że jeśli to ropomacicze - to otwarte, ale prawdopodobny bardziej jest obrzęk i stan zapalny macicy. Za zaleceniem lekarzy na razie nie będzie przeprowadzany zabieg sterylizacji, gdyż należy dać jej czas na zaleczenie odparzeń i ustabilizowanie organizmu. Jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

SERDECZNIE DZIĘKUJĘMY WSZYSTKIM, KTÓRZY ZECHCIELI SIĘ ZAANGAŻOWAĆ W RATOWANIE TEJ KRÓLICZKI :-)

  • Lekarzom z warszawskiej lecznicy przy ul. Abrahama 4 - za niedopuszczenie do uśpienia Czarnej i zapewnienie wstępnej opieki.

  • Lucynie, Natalii i Iwonie - za doglądanie małej w lecznicy, transport oraz prowadzenie całej akcji.
  • Lekarzom z warszawskiej lecznicy OAZA - za podjęcie się leczenia królicy na korzystnych dla stowarzyszenia warunkach.
  • Wszystkim, którzy wspomogli nas już finansowo na rzecz leczenia i opieki nad królicą.
Cały czas intensywnie poszukujemy Czarnej docelowego domu i dobrej opieki po okresie leczenia...


21 listopad 2005 r.

21 listopada 2005 r. otrzymalismy informację, że w jednej z warszawskich lecznic weterynaryjnych przebywa 6-7 letnia królica, którą przyniesiono z zamiarem uśpienia. Lekarze tejże lecznicy nie zgodzili się na to i zatrzymali ją u siebie z myślą o znalezieniu jej nowego opiekuna i domu. Jak się okazało po wstępnych badaniach, królica cierpi na infekcję dróg rodnych - być może jest to ropomacicze. Stowarzyszenie Pomocy Królikom uczestniczy w poszukiwaniu samicy opiekuna, lub choćby przechowalni na czas znalezienia jej docelowego domu, ponieważ w lecznicy nie ma warunków aby mogła tam zostać. Przechowalnie stowarzyszeniowe są obecnie mocno przepełnione, nie możemy zapewnić samicy lokum, dlatego apelujemy o pomoc w tej kwestii. Z powodu jej stanu zdrowia prawdopodobnie konieczne będzie przeprowadzenie zabiegu sterylizacji i leczenie - na ten cel, jak również na późniejszą rekonwalescencję samicy potrzebne będą fundusze, których rozpoczynamy zbiórkę. Wszyscy, którzy chcieliby w taki sposób pomóc chorej królicy mogą dokonywać wpłat na konto Stowarzyszenia Pomocy Królikom z dopiskiem "Czarna z lecznicy".

Ogłoszenie adopcyjne Czarnej oraz kontakt do osoby pośredniczącej z Grupy Adopcyjnej SPK znajduje się po prawej stronie w kolumnie ogłoszeń.


NASZ APEL KIERUJEMY RÓWNIEŻ DO LECZNIC WETERYNARYJNYCH mających doświaczenie w leczeniu królikow, które mogłyby zaofiarować nam wsparcie w kwestii zabiegu, hospitalizacji oraz leczenia królicy. Prosimy o kontakt pod adresem adopcja_krolika@wp.pl

Nie wychowuj dzieci kosztem zwierząt

© 2004 - 2006  Adopcje Królików - Stowarzyszenie Pomocy Królikom